poniedziałek, 17 sierpnia 2015

Magiczna miłość

  One Shot


Otworzyłam oczy. Pierwsze co zobaczyłam, to rażące światło. Kilka razy mrugnęłam. Oczy już przyzwyczaiły się do światła więc próbowałam  usiąść. Gdy się podniosłam poczułam bolesne pulsowanie w skroniach.  Zignorowałam ból i szybko siadłam. Rozglądam się, nie mam pojęcia gdzie jestem. Chyba znajduję się w pociągu. Patrzę w lewo. Widzę śnieg za oknem… A może deszcz? Sama nie wiem co to… Jest noc. Bez zastanowienia  wstaję z siedzenia. Coś zsunęło się z moich kolan, ze stłumionym łoskotem spadając na podłogę. Dopiero teraz  zobaczyłam że na moich nogach leżała torba. Schylam się by ją podnieść. Wtem czuję ogromny ból w klatce piersiowej. Kręci mi się w głowie. Zataczam się po czym znów siadam. Głęboko oddycham. Nagle słyszę  cichy męski głos:
- A więc obudziłaś się wreszcie? – Spoglądam w prawo i widzę chłopaka z kapturem na głowie. Z moich ust samoistnie wyrwało się pytanie:
- Ehh, nie wiem gdzie jestem. Możesz mi powiedzieć? – Zakapturzona postać oparła się o ścianę plecami. Zobaczyłam twarz tej postaci, a raczej… Połowę twarzy. Zauważyłam tylko ciemne zmierzwione włosy chłopaka. Patrzył on przez dość długą chwilę w podłogę, po czym zaczął mówić:
- Moje imię to Naoki. Nie mam pojęcia co cię tu sprowadziło, znajdujemy się w innym świecie od twojego. Jest tu dużo niebezpiecznych stworzeń i miejsc. Znalazłem cię niedaleko Czarnej Rzeki. Byłaś nieprzytomna, mokra i ranna, nie mogłem cię zostawić na pewną śmierć więc zabrałem cię w bezpieczne miejsce i opatrzyłem.
- Bardzo dziękuję, gdyby nie ty pewnie już dawno bym nie żyła. Mam na imię Naomi. Miło mi cię poznać. – Chłopak zbadał mnie wzrokiem po czym lekko się uśmiechnął. Wtedy gdy się na mnie popatrzył ujrzałam jego oczy. Były bardzo przejrzyste i błękitne… piękne i niezwykłe.  Gdyby on się nie poruszył wbijałabym wzrok w jego niesamowite oczy przez całą wieczność. Chłopak zdjął płaszcz. Zadałam kolejne pytanie. – Powiesz mi gdzie jedziemy? – Błękitnooki spojrzał się znów na mnie i zaczął mówić:
- Jedziemy teraz w stronę Opuszczonego Miasta, tam mieszkam. Zostaniesz u mnie i w tym czasie będziemy dążyli do przywrócenia cię do twojego świata.
Naoki widząc że trzęsę się z zimna wyciągnął z torby puchatą kurtkę podając mi ją z niepokojem na twarzy. Włożyłam ją i poszłam z nim w stronę wyjścia.
Naoki wychodząc na zewnątrz szybko i sprytnie znów nałożył swój płaszcz. Na dworze padał deszcz i było bardzo ciemno. Wydawało mi się że jest późno w nocy ale nie byłam zmęczona. Długo spałam w pociągu… Idąc za nim zobaczyłam krew na jego policzku. Zapytałam co się stało lecz chłopak nie odpowiedział i szedł dalej.
W końcu zatrzymaliśmy się przed jakimś domem. Wyglądał dość tajemniczo i mrocznie. Prawie cały budynek porastały winorośla, posiadał wysokie i smukłe okna. Był stary, na dachu brakowało połowy dachówek, kawałki muru były wszędzie porozrzucane, między innymi – popadał w ruinę.
- Tutaj mieszkam, wejdź.
- Ten dom wygląda… całkiem tajemniczo, podoba mi się – Naoki popatrzył na mnie wesołym wzrokiem i wszedł Do środka.
- Czuj się jak u siebie – Powiedział chłopak zdejmując płaszcz. Wszedł na górę i wyszedł na taras.
- Dziękuję…Naoki – Rozebrałam kurtkę i poszłam za nim na taras. Nie chciałam być sama.
Zaczęłam się zastanawiać czemu się tu znalazłam. Dalej mnie to męczyło, ale…
- Coś się stało? – Spytał błękitnooki, nie odwracając się.
- N-Nie, ja… po prostu….jestem troszkę zagubiona, nie wiem gdzie jestem ani jak się tu znalazłam… i czy kiedykolwiek wrócę do swojego świata… - Po policzkach zaczęły mi spływać łzy. Chłopak odwrócił się do mnie i bez słowa przytulił. Wtuliłam się w niego i zaczęłam ryczeć jak małe dziecko. Naoki pachniał świeżym powietrzem i lasem.
- Wszystko będzie dobrze – Uspokajał mnie chłopak głaszcząc kojąco po głowie. -  Zrobię wszystko byś jak najszybciej wróciła do swojego domu – Naoki popatrzył się na mnie i uśmiechnął się na mnie z troską. Odsunęłam się od niego i ocierając łzy powiedziałam:
- Przepraszam cię za to – Spojrzałam się na jego koszulkę, była mokra od mojego płaczu.
- Heh, nic się nie stało, każdy ma czasem  chwilę słabości. – Naoki patrzył na mnie chwilę z zamyśleniem po czym powiedział:
- Pewnie jesteś zmęczona tym wszystkim, może chodźmy spać a jutro pomyślimy jak cię stąd wydostać. – Chłopak zaprowadził do sypialni. – Niestety mam jedno łóżko więc będę spał na podłodze. –Błękitnooki poszedł do sąsiedniego pokoju a ja usiadłam na łóżku, było bardzo miękkie ‘’ zmieścilibyśmy się na nim oboje’’ – pomyślałam.  Naoki przyniósł z pokoju poduszkę kołdrę, dwa koce i podał mi jeden. – W nocy jest tu trochę zimno, weź jeden. 
- Dziękuję – Odparłam i położyłam koc na łóżku.
- Pozwolisz, że zmienię koszulkę?
- A, tak… i Jeszcze raz za to przepraszam – Powiedziałam zażenowana i patrzyłam jak Naoki jednym ruchem ściąga mokrą bluzkę i szuka w szafie czegoś innego. Patrzyłam z fascynacją na jego mięśnie. Chłopak z pewnością był dobrze zbudowany. ‘’Zaraz, ja gapię się na klatę obcego faceta!’’ po tej myśli zrobiłam się całą czerwona i spuściłam wzrok Spojrzałam wtedy na siebie. Moje ciuchy były brudne i trochę mokre. Błękitnooki podszedł do mnie i podał jedną ze swoich koszul mówiąc:
- Niestety nie mam nic dla dziewczyny ale to najmniejsza koszula jaką znalazłem, załóż ją możesz pójść do drugiego pokoju.
- Dobrze, dziękuję – Powiedziałam i przebrałam się w innym pokoju. To była najmniejsza koszula  Naokiego a i tak sięgała mi do połowy ud, westchnęłam i poszłam do sypialni. Chłopak już siedział na swoim posłaniu i trzymał w rękach mapę. Nic nie mówiąc położyłam się na łóżku i gdy już oczy same mi się zamykały usłyszałam szept chłopaka:
- Dobranoc, Naomi.
Po nocy, gdy byliśmy już wypoczęci ubraliśmy się (ja w ciuchy Naokiego) i wyszliśmy na zewnątrz. Postanowiliśmy zabrać się za odszukanie jakiegoś… Jakiegoś czegoś  o czym mówił chłopak ale nie miałam pojęcia co to było. Gdy byliśmy już przed domem… Ten świat wyglądał o wiele piękniej niż nocą. Teraz widziałam, że miasto było na skale, a obok płynęła rzeka… A może jezioro? W sumie dziwnie to wyglądało. Woda była taka…Inna, mdła. Z obu stron tej… Rzeki? Były dwa lasy a w oddali było widać góry. Prawdopodobnie po drugiej stronie  lasu, były tory po, których jechaliśmy pociągiem zeszłej nocy… Chłopak wyjaśnił też, że musimy poszukać  ziół o nazwie ‘’Ahrim’’ i ‘’Mihra’’, które mieliśmy zdobyć od jakiś demonów… Sam nie wiem jakich, w końcu to nie mój świat, więc nie wiem czego się spodziewać… Naoki zapytał mnie po chwili:
- A więc, zobacz czy masz dziś szczęście. Jak myślisz, w którą stronę mamy iść aby znaleźć demony?
- Myślę, że powinniśmy iść w prawo, w stronę lasu… - Chłopak uśmiechnął się i poszedł tam gdzie mu mówiłam.
Po jakiejś godzinie marszu  napotkaliśmy na swojej drodze demona płci żeńskiej. Naoki od razu przybrał gniewną minę i zasłonił mnie swoim własnym ciałem. Znów się zarumieniłam Demonica przedstawiła się jako Reiko i powiedziała, że da nam składniki jeśli damy jej coś w zamian. Nie miałam pojęcia co moglibyśmy jej dać lecz chłopak bez namysłu wyciągnął nóż ze swojego buta, i przeciągnął go po swojej dłoni. Otworzyłam oczy ze zdumienia gdy po jego ręce leciał strumień krwi.
- Hmm… - Powiedziała znudzona Reiko – Dajesz mi w zamian swoją krew? No w ostateczności może być. – Demonica wzięła ręke chłopaka i zaczęła ją lizać. Naoki zaciskał drugą pięść z bólu lecz nie odzywał się. Gdy upiór przestał pić wyciągnęła zza pleców dwa świecące korzenie i rzucił mi je. – Macie to czego chcieliście, a teraz wynoście się stąd, bo nie będę już taka milutka. – Posłuchaliśmy demonicy.
Gdy mieliśmy potrzebne składniki wróciliśmy ale nie pod dom Naokiego.
- Co tu robimy? – Zapytałam z niepokojem.
- W tym domu są księgi z zaklęciami i inne takie… Tutaj mieszkał kiedyś mag. Ale teraz jestem sam w tym świecie… Nie licząc demonów i innych złych istot. – Chłopak zrobił smutną minę lecz po chwili się otrząsnął i zaczął mówić  dalej:
- Tam otworzymy portal za pomocą zaklęcia i ziół. Chyba chcesz już wracać…- Naoki wszedł do domu.
Stanęłam przed domem i zapytałam się sama siebie… Czy chcę już wracać? Na pewno?
Gdy byłam już domu Naoki przeczytał coś z jakiejś księgi. Sypnął składnikami na ziemię i… Portal się otworzył. Dręczyło mnie sumienie. Nie wiedziałam czy wracać czy zostać… Bardzo podoba mi się ten świat… I Naoki…
- Naoki…? – Odwróciłam się do chłopaka a ten popatrzył na mnie z nadzieją w oczach,’’ czy on też mnie polubił?’’
- Tak?
- Chciałam ci powiedzieć….  Nie podziękowałam ci jeszcze za to co dla mnie zrobiłeś… Jestem ci… - W tej chwili głos mi się załamał – Naprawdę wdzięczna…. – Szybko odwróciłam się od niego żeby nie zobaczył moich łez. Wzięłam głęboki wdech. ‘’ Żegnaj… Naoki…’’
- Czekaj…! – Krzyknął chłopak łapiąc mnie za rękę. Odwróciłam się a on patrzył na mnie z wielkim smutkiem w oczach. – Mam… ci coś do powiedzenia…
- Naoki…? – Spojrzałam w jego piękne błękitne oczy. Po jego policzkach zaczęły płynąć  łzy.
- Proszę… nie… zostawiaj mnie…Nie chcę być już sam..Ja..Naomi, zakochałem się w tobie. – Gdy to usłyszałam ulżyło mi. Naoki chyba to zauważył i przyciągnął do siebie po czym mnie pocałował. To była najpiękniejsza chwila w moim życiu.
Upojeni uśmiechaliśmy się do siebie dotykając czołami.
 - Nie zostawię cię Naoki, ja też się w tobie zakochałam. – Mówiąc to bardzo się zarumieniłam.
- Chodźmy do domu. – Powiedział błękitnooki biorąc mnie za rękę i prowadząc do nowego, nieznanego dla mnie świata…


I koniec! Mam nadzieję, że się podobało, przepraszam za powtórzenia i błędy ( jestem początkującą pisarką xD ) Ananas namówił mnie do tego żeby zrobić z one shota normalny fanfick i myślę, że to bardzo dobry pomysł, ponieważ dużo rzeczy jest tu niewyjaśnionych a mam wenę na rozwianie wszystkich wątpliwości :D. No, to chyba tyle, mówiła dla was: Żelek o.O

wtorek, 28 lipca 2015

SAO - Kirito x Asuna - Rozdział II

10 grudnia 2024
Kirito
Odzyskałem świadomość dopiero po jakimś czasie. Poruszyłem niemrawo swoimi kończynami, czując nieprzyjemne, nierzeczywiste mrowienie. Czy... czy to się stało? Naprawdę jestem w... wirtualnym świecie? Wstałem niepewnie z neonowej podłogi i rozejrzałem się dookoła. Dopiero po tej czynności świat zaczął nabierać wyraźniejszych kolorów. Ściany powoli napędzane kodem utworzyły wyimaginowany obraz wirtualnej rzeczywistości. Różnokolorowe plamy mocno świeciły mi po oczach. Intensywność trochę zmalała dopiero po pokazaniu się okna z komunikatem : wybierz imię dla swojej postaci. Nie wierzę. Znowu znalazłem się w tym zasranym, napikselizowanym świecie. Bez większego namysłu wpisałem w podświetlony pasek nazwę Kirito i przeszedłem dalej. A właściwie... przeteleportowałem. Tym razem znajdowałem się w małym pomieszczeniu ze wszystkich stron otoczonym lustrami. Przejrzałem się i ujrzałem jak teraz przedstawia się moja, jak mniemam, losowo wygenerowana postać. Wyglądałem jak połączenie niedorozwinietego kota z męską wersją Hatsune Miku, dlatego aż podskoczyłem ze szczęścia, gdy zorientowałem się, że mogę tu coś pozmieniać.
Ogarnąłem kolor i długość włosów, przez co możnaby uznać, że wyglądałem bardziej normalnie (o ile mój rzeczywisty wygląd można tak nazwać), pozmieniałem trochę ubrania i twarz. Znowu się przejrzałem i z bólem serca stwierdziłem, że to wszystko na co mnie w danej chwili stać. Postać może i bardziej przypominała prawdziwą wersję mnie, ale kocich elementów nie dało się usunąć. Wielkie uszy często opadały mi na twarz, a ogon umierdliwie dawał o sobie znać. Jednak musiałem się pogodzić z tym faktem... Jeszcze raz z głośnym westchnięciem spojrzałem  w jedno z wygenerowanych luster i nacisnąłem przycisk dalej.
Tym razem przeniosło mnie do prawdopodobnie ostatniego pomieszczenia. Musiałem zakryć oczy lewą ręką, żeby nie oślepnąć od rażącego, tęczowego światła.
- Czy to są jakieś jaja? - wymamrotałem, nerwowo wymachując swoim czarnym ogonem.
Gorzej trafić nie mogłem. Cały wyrenderowany świat był napizgany niezliczonymi kolorami, wszędzie biegały zwierzątka rodem z jakiejś słabofunduszowej bajki dla dzieci. I po co on mnie tu wysłał? Żebym jeszcze bardziej popadł w depresję od nadmiaru słodyczy i radości? Nerwowo zrobiłem kilka głębokich wdechów na uspokojenie i poszedłem dalej bladą ścieżką, którą dopiero zauważyłem. Po przejściu dosyć długiego kawałka drogi zorientowałem się, że jestem tu chyba jedynym człowiekiem niewygenerowamym przez system, a do niego wprowadzonym. Przystanąłem na chwilę. Nie ma sensu, żebym szedł dalej, pewnie to wszystko ciągnie się w nieskończoność. Przysiadłem na najbliższym kamieniu i załamany położyłem głowę na kolanach. Dlaczego? Dlaczego jestem taki słaby i nie potrafiłem sprzeciwić się jednemu nędznemu komputerowcowi? Przeze mnie Asuna... z tym Mizato... Wzdrygnąłem się na samą myśl co on teraz może jej zrobić. Muszę jak najszybciej się stąd wydostać. Gwałtownie wstałem z trawiastej ziemi i...
- Ała! Co ty?! Nie stąd jesteś, czy co?! - powiedziała drobna osóbka, z którą właśnie się zderzyłem. Tak jak ja miała kocie elementy  (w tym wypadku wpadające w odcień przypominający zachód słońca, który towarzyszył rozpadowi Aincrad), ale cała jej postura nie przypominała normalnej osoby. Może było to spowodowane przez program, ale po formie jej wypowiedzi mogłem jasno stwierdzić, że jest to raczej sztuczna inteligencja.
- Można tak powiedzieć. - stwierdziłem pocierając stłuczoną głowę. To dziwne, ale poziom bólu był niebezpiecznie podobny do rzeczywistego. Patrząc na młodą mutację kota pomyślałem, że może mi pomóc ogarnąć się w terenie, dlatego postanowiłem się przedstawić. - Jestem Kirito, a ty...?
- Ayumi. Mieszkam tu niedaleko. - dziewczyna spojrzała na mnie przewiercającym spojrzeniem. -  Ty chyba nigdy nie byłeś w tej części świata...
- Prawdę mówiąc... - uśmiechnąłem się głupkowato -...jestem tu pierwszy raz. W tym świecie. Całym. - dodałem widząc niepewną minę Ayumi.
- Nie do końca rozumiem...
Racja. W końcu co postać żyjąca cały czas w wirtualnej rzeczywistości może wiedzieć o prawdziwym świecie? Chyba musiałem jej wytłumaczyć wszystko od początku.
- Nie jestem stąd, że świata pikseli. Żyję w prawdziwym świecie, poza ekranem. - zauważyłem, że na twarz Ayumi wkradło się zainteresowanie. - Zostałem tu przekonwertowany ze szpitala, jakkolwiek głupio to brzmi, przez niejakiego Mizato Kayabę...
Po tych słowach przez twarz dziewczyny przeszedł wyraz strachu.
- P-powiedziałeś M-M-Mizato? - wyjąkała niepewnie. Nie rozumiem. Dlaczego to imię przyprawiło ją o takie dreszcze?
- Tak... wiesz coś o nim? Znasz go? - spytałem.
Ayumi przełknęła głośno ślinę. Jej ogniście pomarańczowe kocie uszy zaczęły lekko drżeć.
- Nie pamiętam do końca, obrazy z jego udziałem są bardzo zamazane..., ale wiem, że zrobił coś złego. Nie przychodzi mi do głowy co to dokładnie było, ale samo wspomnienie o nim napawa mnie strachem.
Przeanalizowałem dokładnie słowa Ayumi i doszedłem do wniosku, że mogła kiedyś pochodzić tak jak ja z realnego świata. Po prostu ten dupek Mizato pozmieniał jej wspomnienia! Co jeśli to samo może spotkać mnie..?
Odrzuciłem na chwilę obecną tą myśl,  ogarnąłem się i zwróciłem do Ayumi.
- Dzięki za informacje, będą mi potrzebne jak przydarzy się okazja, żeby się z nim rozprawić. - uśmiechnąłem się w podzięce - A teraz... mogłabyś mi pokazać ten świat? O co w nim chodzi i w ogóle...
Dziewczyna na początku trochę się wahała, jakby zastanawiała się nad konsekwencjami. Jednak w końcu podniosła głowę i ciągnąc mnie za rękę z uśmiechem zaczęła nawijać.
- Powinno ci się tu spodobać. Jest dużo fajnych rzeczy. W dzień możesz odwiedzać znajomych, grać z nimi w gry online, przechodzić z jednego telefonu na drugi...
- Czekaj, czekaj. Powiedziałaś, telefonu?
- No tak. Aplikacja, w której się znajdujemy jest w każdym telefonie kupionym w 2024 roku.
Ja mam taką komórkę. Sugu też ma. Możliwe, że Asuna również, jej rodzina jest bogata, mogli sobie na to pozwolić. Teraz tylko wystarczy dowiedzieć się na czym to przechodzenie polega i mógłbym powiadomić dziewczyny o mojej obecności tutaj.
- Ee... a na czym polega to...
- ...przechodzenie? Sama jeszcze nie do końca wiem. Nie mam wystarczającego levelu...
- Czyli tu też potrzebne jest doświadczenie? - spytałem zrezygnowany. A już miałem nadzieję...
- Oczywiście, przeci... czekaj. Co miałeś na myśli mówiąc 'tu też'? Przecież nie jesteś z gry, a w prawdziwym życiu chyba nie wbija się leveli...
Prawda. Nie jestem z gry, ale mózg mam całkowicie do niej przystosowany. 2 lata w wirtualnej rzeczywistości robią swoje...
- Taa... nie jestem... Zostawmy już ten temat.
Dziewczyna popatrzyła na mnie zdziwiona.
- No dobrze. Powiem Ci tylko, że umiejętność przemieszczania się między innymi telefonami otrzymuje się na 11 levelu.
Co?! Tak wcześnie? Czyli to nie będzie aż takie trudne.
- 11? To przecież niski poziom, dlaczego go jeszcze nie wbiłaś?
Ayumi ze zmieszania nerwowo pomachała swoim puszystym ogonem.
- To nie jest takie łatwe... Jestem tutaj już od początku powstania aplikacji, a mam dopiero 5 level.
Od początku powstania aplikacji? Czyli ile? Rok, kilka miesięcy? W ten czas w SAO wyexpiłbym gdzieś koło 50 levelu. Może po prostu Ayumi słabo idzie?
- Aż tak ciężko idzie nabijanie leveli? - kocia główka pokiwała głową.
- Ta gra została tak zaprogramowana. Ktoś nie chce, żebyśmy stąd wychodzili. Chce żebyśmy zostali tutaj, w centrum, gdzie będzie miał nad nami całkowitą kontrolę... Do tego, jeśli stracisz cały pasek życia stracisz również cały exp, itemy, level, a wszystkie umiejętności podniosą się o 1 poziom w górę. Na telefonach nie ma takich zagrożeń, tam jesteś bezpieczny. Dlatego tak ciężko zbijam exp, żeby w końcu się stąd wydostać. Podobno jak dostaniesz się na telefon, odpowiedni program może przeprowadzić materializację.
- Czyli to oznacza, że...
- Wszyscy będą mogli wrócić do domu.
Tak jak myślałem, gdzieś w środku Ayumi próbują odezwać się jej wspomnienia z rzeczywistego świata.
Zobaczyłem jak kocia istotka nerwowo spogląda na niebo. Posłałem jej pytające spojrzenie. Odpowiedź dostałem natychmiast.
- Ściemnia się... Kirito, musimy szybko uciekać. - dziewczyna złapała mnie za rękę i lekko pociągnęła zachęcając do biegu.
- Uciekać? Dlaczego...
- Nie dyskutuj, po prostu lepiej nie zostawać na otwartej przestrzeni po zmroku.
To nie miało żadnego sensu. Na zewnątrz świat przepełniony słodyczą, tęcza, słodkie zwierzątka, avatary kotów, a jednak panują tu mroczne zasady. No cóż, jest to świat stworzony przez Mizato. Do tego Kayabę. To u nich rodzinne.
Zamyślony nie zauważyłem kiedy dobiegliśmy na miejsce. A przynajmniej tak wydawało się Ayumi. Szybko podeszła do jednego z ziemnych otworów i uchyliła przykrywającą go klapę. Nerwowo nakazała ręką żebym wchodził. Nie do końca pewny czy to dobry pomysł podeszłem do wejścia. Patrzyła na mnie ponaglająco, więc posłuchałem dziewczyny i już po chwili oboje byliśmy pod ziemią. Pomieszczenie okazało się normalnym pokojem z kanapą, stołem, kominkiem. W rogu stało łóżko, w jednym zagłębieniu znajdowała się kuchnia, a w drugim były drzwi, prawdopodobnie do łazienki.
Ayumi trzęsąc się usiadła na kanapie i wciskając wmontowany w niej przycisk rozpaliła w elektrycznym kominku.
- Możesz tu zostać, dopóki nie znajdziesz sobie jakiegoś domku. - powiedziała nawet nie patrząc mi w oczy. Zażenowany przysiadłem się obok niej.
- Dzięki. - milczałem przez chwilę, nie chcąc denerwować Ayumi, ale w końcu nie wytrzymałem. - Dlaczego lepiej nie zostawać po zmroku? Grasują tu jakieś potwory, czy co?
Dziewczyna jeszcze przez chwilę nerwowo miętosiła swój ogon. Widać, że odpowiedź nie należała do najprzyjemniejszych. Już miałem mówić, że nie musi odpowiadać jeśli jest to dla niej trudne, ale mnie wyprzedziła.
- W nocy... zbierają się wszystkie koszmary tego świata... Jeśli zostaniesz przez nie zraniony... uraz pozostanie ci do końca życia.
Nie byłem do końca przekonany czy mówi o grze czy rzeczywistości, ale znając Kayabę uraz odciśnie sięgną naszym prawdziwym życiu.
¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤
To już jest koniec drugiego rozdziału ^^. Mam nadzieję, że się spodobał i nie zrazicie się do mnie mimo dużego odstępu czasu przed jego opublikowaniem. Przez 2 miesiące kompletnie nie miałam weny i dopiero dzisiaj jak czekałam w kolejce do kontroli zaiskrzyło coś w mojej zrytej łepetynie.
Mam nadzieję, że następny rozdział pojawi się szybciej i widzimy się niedługo ^^.
~(^o^)~ Ananas ~(^o^)~

poniedziałek, 22 czerwca 2015

SAO - Kirito x Asuna - Rozdział I

10 grudnia 2024
Kirito
Dojechałem na miejsce o godz. 10:00. Mimo, że nie jest to godzina szczytu to na drogach były straszne korki. Szybko wysiadłem z pojazdu o mało co nie wpadając w śnieżną zaspę. Otrzepałem ze spodni biały puch, który się do nich przyczepił i ruszyłem w stronę budynku. W szpitalu, w którym przebywała Asuna było zupełnie inaczej niż w moim. Wyglądem bardziej przypominał hotel, warunki o wiele bardziej przewyższały standard innych szpitali. Z otwartymi ustami, nadal rozglądając się po pomieszczeniu podszedłem do recepcji. 
- Emm, przepraszam. Czy przebywa tu może Yuuki? Asuna Yuuki?
Recepcjonistka spojrzała się na mnie z dezaprobatą spod okularów. 
- Imię? 
Co? Nie zrozumiałem o co jej chodzi. Po co niby mówić swoje dane osobowe przed odwiedzinami osoby w szpitalu? 
- Słucham? Ja chciałem tyl...
- Imię...? - Spojrzałem na nią poirytowany, lecz w końcu z cichym westchnięciem odpowiedziałem na pytanie.
- Kirigaya. Kazuto Kirigaya...
- Nie posiadam pana w liście osób mogących odwiedzać pannę Yuuki Asunę. 
Spojrzałem na nią z otwartymi ustami. Jak to, nie posiada mnie na liście osób? I co to w ogóle za lista? Od kiedy w szpitalach jest jakiś rygorystyczny system wpuszczania do pacjentów osób odwiedzających? Ehh... chyba nie miałem wyboru. Musiałem użyć moją tajną broń - "jestem byłym graczem SAO". Posłałem recepcjonistce moje wyuczone błagalne spojrzenie i zacząłem odgrywać moją rolę. 
- Proszę pani, Asuna jest moją przyjaciółką. Poznaliśmy się w jednej z gier, a mianowicie Sword Art Online. - kobieta spojrzała na mnie zdziwiona, na jej twarz zaczęło powoli wkradać się współczucie. Plan zaczynał działać - Ja już wyszedłem ze szpitala, a umówiliśmy się, że od razu po wybudzeniu pójdziemy się odwiedzić. - potargałem swoje włosy dla podkreślenia efektu i mówiłem dalej - Wcześniej nie było sensu, ale podobno dzisiaj Asuna wreszcie się ocknie, a więc przyszedłem. 
Recepcjonistka chwilę się na mnie patrzyła, po czym powiedziała mi, w której sali przebywa teraz Asuna. Podziękowałem i poszedłem po schodach na górę. W połowie drogi zorientowałem się, że był to zły wybór, bo zaczęło mi się kręcić w głowie. Jestem aż takim debilem, żeby nie pojechać windą?! Jednak dalej już nie wejdę, muszę na nią  poczekać. Kiedy dojechałem na 10 piętro i podszedłem do sali 149, zatrzymałem się przed drzwiami. Była do nich przyczepiona tabliczka z napisem:        
            "Yuuki Asuna           Śpiączka            Były gracz Sword Art Online"
Westchnąłem. Dużo osób w tym szpitalu miało na tabliczkach napisane "Były gracz SAO". Widocznie podchodzi to pod rodzaj choroby...Przerywając moje rozmyślania z sali, w której przebywała Asuna wyszedł pewien mężczyzna w okularach. Miał na sobie zadbany czarny garnitur, w ręce trzymał skórzaną, zimową kurtkę, która wyglądała na dosyć drogą. Spojrzał na mnie z góry (był ode mnie wyższy o głowę) i po chwili uśmiechnął się ciepło. Zdziwiłem się jego reakcją, ale nie zdążyłem nic powiedzieć, bo mężczyzna do mnie zagadał. 
- Cześć, jestem Mizato. Ty pewnie jesteś przyjacielem Asuny? - niepewnie pokiwałem głową - To dobrze się składa. Zapewne planowałeś ją odwiedzić, a więc chodźmy tam razem. Chętnie zobaczę ją jeszcze raz.
Spojrzałem na niego podejrzliwym wzrokiem. Czego on chciał od mojej Asuny? Wszedłem za mężczyzną do pomieszczenia i razem z nim usiadłem przy łóżku, na którym leżała Asuna z nadal nałożonym NerveGear'em na głowie. Chciałem złapać ją za rękę, ale w tej samej chwili Mizato delikatnie musnął jej złote włosy. Coś we mnie w środku drgnęło, ale spróbowałem się uspokoić. Ogarnij się Kazuto, to na pewno tylko zwykły, przyjacielski gest, nic nie znaczy. Asuna mówiła, że Cię kocha, ten gostek nie może być jej chłopakiem- Jest piękna, prawda? - sztywno pokiwałem głową - Podkochiwałem się w niej od podstawówki. Co prawda, jestem od niej dwa lata starszy, ale dla mnie nie ma to znaczenia. - zacisnąłem ręce w pięści. Ten cały Mizato powoli zaczynał działać mi na nerwy. - Jej rodzice zawsze mnie lubili, a ja ich. Z Asuną było trochę inaczej. Nie gustowała zbytnio w ludziach takich jak ja. - odetchnąłem z ulgą. Facet nam nie zagrażał - Ja jednak nie przestawalem jej kochać. Kiedy utknęła w tej przeklętej grze zapewniałem jej rodzicom wszelkie potrzebne środki, żeby jak najprędzej do nas wróciła. To dlatego jej ciało nie wygląda tak, jakby leżała przykuta do łóżka przez 2 lata. - Spojrzałem na mężczyznę z podziwem. Ja po wybudzeniu wyglądałem jak 100 nieszczęść. Dziewiętnastolatkowi wręcz świeciły się oczy, gdy o tym mówił. Położył swoją głowę na brzuchu dziewczyny, jedną ręką trzymając jej smukłą dłoń. Coś zaczęło się we mnie gotować. - Teraz będziemy mogli być na zawsze razem. Ustaliłem to już z jej rodzicami. Niedługo zabieram ją do swojego rodzinnego miasta i tam weźmiemy ślub. 
Nie wytrzymałem. Złapałem dziewiętnastolatka za rękę i mocno odciągnąłem go od Asuny, ciężko przy tym dysząc. 
- Nigdzie. Jej. Nie. Zabierzesz. - wycedziłem przez zęby, patrząc się prosto w pełne zdziwienia oczy mężczyzny. Ten jednak szybko się ogarnął, poprawił okulary i spojrzał na mnie poważnym wzrokiem. 
- Uspokój się, Kirigaya. - puściłem jego rękę. Skąd on wiedział jak się nazywam? - To, że w SAO byłeś w związku z Asuną, nie znaczy, że tutaj również ci się poszczęści. - Mizato uśmiechnął się z wyższością. - Mniemam, że nie wiedziałeś, że twoja przyjaciółeczka pochodzi z jednych z bogatszych rodzin w Tokio?
- Co to ma do rzec...? 
- To, mój mały, bezbronny, słaby dzieciaku, że jej rodzice nie pozwolą się zadawać z takim biedakiem jak ty, a co dopiero być parą! 
Mizato wykorzystał całą moją cierpliwość. Nie ma prawa tak mnie obrażać, jeśli z tymi obelgami powiązana jest również Asuna!
- Ty padalcu! - rzuciłem się na okularnika, ale ten odepchnął mnie na ścianę jednym ruchem. Uderzyłem w nią z łoskotem, ciężko łapiąc oddech.
- Myślałeś, że możesz na mnie naskoczyć w twoim obecnym stanie? - na jego twarz wkradł się chytry uśmieszek. Mężczyzna podszedł do mojego leżącego, wątłego ciała i patrzył na mnie z góry. Wyraz jego twarzy przypominał Kuradeel'a.  Zacisnąłem zęby, blokując ogromny ból, który dochodził do mnie z klatki piersiowej. Czułem się identycznie jak wtedy w SAO, w tamtym kanionie. - Nigdy już nawet nie dotkniesz swojej Asuny.
Mężczyzna podniósł mnie za kaptur mojej ocieplanej bluzy i popchnął na stojące w rogu pomieszczenia krzesło. 
- O co ci tak właściwie chodzi?! - wykrzyknąłem resztkami sił. Gdybym był w SAO... zgniótłbym go jak karalucha. Teraz moje ciało nie nadaje się do niczego. Jest wycieńczone i szybko ulatuje z niego wszelka siła. - Przecież masz pewność, że... że poślubisz Asunę, bo JA, ten, który naprawdę ją kocha jest za słaby i biedny... To i tak jest dla mnie wielki cios, więc po co jeszcze TO robisz?
- Ehh... ty głupi dzieciaku... Naprawdę nie rozumiesz? Przecież taki bohater jak ty, choć to słowo zupełnie do ciebie nie pasuje - zacisnąłem zęby - zawsze znajdzie jakieś wyjście na dostanie tego czego chce. 
- Niestety, ale chyba wyczerpałem już cały swój limit szczęścia... - wymamrotałem cicho.
- Och, jakiś ty skromny. - facet podniósł swoimi kościstymi dłońmi mój podbródek tak, że nasze oczy były teraz na tym samym poziomie. Czułem, że robi się niebezpiecznie. Mój instynkt podpowiadał mi, że zaraz stanie się coś złego. Od tego chłopaka, aż tryskało negatywną energią. I to on śmie poślubić Asunę! - Kirito, Kirito... tak cię tam zwali, prawda? Przydomek wielkiego bohatera, chłopca, który zakończył SAO i wyzwolił ponad 6 000 uwięzionych tam graczy... Ale czy słusznie było nazwać cię wybawcą? To co uratowało tamtych ludzi było tylko zlepkiem danych. Przecież w prawdziwym świecie jesteś tylko słabym, niedoświadczonym, pochłoniętym przez gry komputerowe szesnastolatkiem. Bardzo szlachetne, prawda?
Miał racje. Tutaj jestem po prostu zwykłym śmieciem, który nic nie może zrobić, bo jego mięśnie nie słuchają jego poleceń. Nie chciałem jednak dać za wygraną, nie w pobliżu Asuny.
- Mylisz się. - skłamałem - Jeszcze mogę coś zrobić. - ciężko podniosłem się z krzesła. Na twarzy Mizato pojawił się wyraz tryumfu.
- Tak, właśnie o to mi chodziło! - dziewiętnastolatek zaczął powoli się ode mnie odsuwać. Próbował mnie sprowokować, czy jak?! Nie zwracałem jednak na to uwagi i z niekontrolowaną złością w oczach zacząłem powoli i chwiejnie iść w jego stronę. Kiedy byłem na tyle blisko, żeby mógł mnie złapać, chwycił mocno moją bluzę i popchnął mnie na ścianę obok... jakichś przezroczystych drzwi. Wcześniej ich nie zauważyłem. Mój mózg zbyt pochłonięty rozkminianiem skąd one się tu wzięły, nie zauważył jak sam znalazłem się w środku pomieszczenia, do którego były przejściem. 
Przyłożyłem dłonie do sterylnie czystej szyby i z przerażeniem wpisanym na twarzy patrzyłem na zadowolonego z siebie Mizato. 
- Co to ma znaczyć? Skąd ja się tu... po co... - na moje usta cisnęło się jeszcze mnóstwo takich pytań, ale uznałem, że nie ma na nie czasu i lepiej od razu przejść do rzeczy. - Ty...! Aghhrrr! - nie dokończyłem bo po moich plecach przebiegł nieprzyjemny dreszcz, tak cholernie uciążliwie drążący przez wszystkie nerwy, że sztywno osunąłem się na podłogę. 
- Och, Kirigaya... Kocham w tobie jedną, jedyną rzecz... Jesteś taki naiwny. - zacisnąłem ręce nadal patrzac z nienawiścią na stojącego przy łóżku Asuny Mizato. - Domyślasz się co to za pomieszenie? - pokręciłem  przecząco głową - Kiedyś było to po prostu miejsce skąd oglądało się poważnie zarażonych i chorych. Jednak ja, jako, że dostałem taki przywilej, pozwoliłem sobie przerobić je na coś bardziej użytecznego. - słysząc te słowa poczułem jak żołądek zawiązuje mi się w supeł ze strachu. - Mniemam, że kojarzysz naszego kochanego Akihiko Kayabę? - Spojrzał na mnie wymownie. - podczas trwania dwuletniego incydentu SAO miałem szczęście zająć się jego gabinetem. Pewnie zastanawiasz się, dlaczego? Otóż niewiele osób wie, że nasz komputerowy geniusz miał brata. - wytrzeszczyłem szeroko oczy ze zdumienia. Czyżby Mizato był spokrewniony z tym człowiekiem? Tym, który zabił ponad 4 000 ludzi, który naraził Asunę na niebezpieczeństwo? - Szokujące, prawda? A więc w dzień, kiedy logował się po raz ostatni do SAO powierzył mi jedną rzecz - pilnowanie swojego miejsca badań, a co najważniejsze - niezrealizowanych planów. Wystarczyło tylko trochę poszperać w tych jego wszystkich szkicach, plikach komputerowych i udało się. Znalazłem to czego potrzebowałem, a czego ty... będziesz pierwszym świadkiem. 
Mężczyzna odszedł od pomieszczenia, w którym się znajdowałem i obszedł dookoła łóżko Asuny. Poczułem, że coś skręca mi się w żołądku. Jednak dopiero kiedy pogładził jej nieskalaną twarzyczkę swoją brudną łapą nie wytrzymałem i walnąłem całą siłą, na jaką było mnie aktualnie stać w nieskazitelne, niemożliwie mocne szklane drzwi. Zapłaciłem za to prawie od razu. Fala uderzeniowa odrzuciła mnie na drugi koniec malutkiego pokoiku. 
- Aghrr... co to DO CHOLERY JEST?! - krzyknąłem wprost do wykrzywionej w szyderczym uśmiechu twarzy Mizato. 
- Bardzo przydatna rzecz. Dzięki niej mogę się Ciebie pozbyć bez najmniejszych problemów. 
- C-co? Pozbyć? W jakim sensie...?
- W takim... - dziewiętnastolatek pstryknął palcami i wokół mnie zaczęła powoli pojawiać się blada niebieska poświata. 
- Co ty...?
- To jeden z niedokończonych projektów Akihiko. Troszkę go dopracowałem i teraz bez żadnych pozostawionych śladów - przełknąłem głośno ślinę - mogę wysłać cię do wirtualnego świata, gdzie nie będziesz mi przeszkadzał.
Co? Chyba się przesłyszałem... do WIRTUALNEGO ŚWIATA?! Nie nie nie nie nie Nie NIE! Nie zrobi mi znowu czegoś takiego, nie...
- Nie zrobisz tego... - wymamrotałem prawie że łzami w oczach. Tak wygląda bohater? Beczy z byle powodu.? 
- Uwierz, zrobię. Gdybym tego nie zrobił, bezustannie wtrącałbyś się mój związek z Asuną. Ale spokojnie... - dodał widząc ogromną nienawiść w moich oczach. Blado niebieska poświata zaczęła przybierać coraz intensywniejszego koloru. - mogę dać ci gwarancję, że twoje prawdziwe ciało nie zazna żadnego uszczerbku. - i znowu ten uśmiech. Powoli zacząłem tracić jakąkolwiek nadzieję na wydostanie się z obecnej sytuacji.
Mizato jeszcze przez chwilę coś do mnie mówił, ale słowa nie dochodziły do mojego mózgu. Widziałem tylko coraz więcej i więcej niebieskiego światła. Świat zaczął się powoli rozmazywać, traciłem czucie w ciele. Rozejrzałem się dookoła. Moja postać.... ulatywała. To koniec. Już nigdy więcej nie zobaczę Asuny... Sugu...
Ostatnie co zostało zarejestrowane przez moje oczy to tryumfalny wyraz twarzy Mizato i pozostawione przy nim łóżko, na którym leżała moją ukochana. 
Potem nastała ciemność.

¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤


Koniec pierwszego rozdziału ^^. Mam nadzieję, że się podoba  (większość tekstu pisałam jak byłam w szpitalu - nadal jestem). Zachęcam do czytania następnych poczynań Kirito, bo wreszcie zacznie się coś dziać :D

A więc, do zobaczyska i widzimy się w następnym rozdziale ;)
~(^o^)~ Ananas ~(^o^)~

czwartek, 11 czerwca 2015

SAO - Kirito x Asuna - PROLOG

Dzisiaj opowiadania trochę z innej beczki, a mianowicie - Sword Art Online.
*Dla niekumatych - Sword Art Online (SAO) - anime o grze VRMMORPG, w której zostało uwięzionych 10 000 graczy, w tym Kirito i Asuna, czyli nasi główni bohaterowie. Mieli tam walczyć między sobą na śmierć i życie, a wyjść z gry mogli tylko poprzez jej ukończenie - zabicia bossa na 100 piętrze wielkiego zamku Aincrad. Więcej tłumaczyć nie będę, zapraszam do obejrzenia Anime (www.swordartonline.wbijam.pl) ;)*
Osoby, które obejrzały tą zacną serię, na pewno z chęcią zabiorą się do czytania tego opowiadania. Będzie w nim poruszony wątek niemożliwej miłości Kirito oraz Asuny z powodu rodziny głównej bohaterki, dużo cierpień z obu stron, a szczególniej od strony Kirito (jak ja kocham takie rzeczy :3) oraz... odnalezionego, zagubionego twora nieżyjącego już Akihiko Kayaby! Nie zabraknie też również zrównoważonej dawki humoru. Oczywiście opowiadanie pisane będzie z perspektywy Kirita.
A więc, wszem i wobec zapraszam do czytania!
¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤
10 grudnia 2024
Kirito
Tego dnia obudziłem się nadzwyczaj wypoczęty. Byłem pełen energii i to nie bez powodu. Dzisiaj Asuna miała wybudzić się ze śpiączki! Była jedną z niewielu osób, które nie obudziły się od razu po zakończeniu SAO. Ja sam otworzyłem oczy tuż po rozpadzie tamtego świata. Nie byłem w najlepszym stanie, w końcu jak miałbym wyglądać po dwóch latach bezczynnego leżenia w łóżku, żyjąc wyłącznie na kroplówkach? No, ale nie czas teraz rozmyślać o mnie. Jestem już miesiąc po rehabilitacji, więc mogę sam, bez niczyjej pomocy pojechać do mojej ukochanej. Co prawda, na motor jeszcze za wcześnie, ale są jeszcze autobusy. W końcu szpital jest dosyć daleko, a mój organizm nie wytrzymałby tak długiej drogi na piechotę.
Ubrałem się w jedne z lepszych ciuchów (moja rodzina nie należała do najbogatszych, ale czasami mogliśmy sobie pozwolić na coś droższego. Takim przypadkiem był na przykład NerveGear) i zszedłem na dół. Sugu czekała już na mnie ze śniadaniem. Siedziała przy stole w swoim mietowym szlafroku raz na jakiś czas lekko ziewając.
- Cześć Sugu.- powitałem siostrę bardzo podekscytowany. Ta spojrzała na mnie swoim zaspanym wzrokiem i również odpowiedziała.
- Cześć Kazuto. - jedną z rąk zakryła sobie usta przy ziewaniu. - Co ty dzisiaj tak wcześnie? Zwykle spisz do 11.
Spojrzałem na zegarek - 8:30. No tak... dzisiaj chyba naprawdę za wcześnie wstałem... Ale chcę być pierwszą osobą, którą Asuna ujrzy po przebudzeniu!
- No cóż... zawsze musi być ten pierwszy raz. - potargałem prawą ręką swoje czarne włosy i uśmiechnąłem się glupkowato do siostry. Przymrużyla oczy jakby coś podejrzewała, a potem ciężko westchnęła.
- Ehh... Chodzi o tą twoją Asune, Onii-chan? Podobno na dzisiaj ustalili dzień jej pobudki...
Pokiwałem głową.
- Dlaczego tak bardzo chcesz się z nią spotkać? Przecież to gracz z SAO, taki jak każdy inny.
- Była jedną z mojej drużyny. - odpowiedziałem pospiesznie. Po części było to prawdą. W końcu ja i Asuna tworzyliśmy team. Co prawda powiedziałem siostrze, że moją paczką była Silica, Lisbeth, Klein i Agil,  a o Asunie nic nie wspominałem... Ale po co, jeśli i tak nie miała jak na razie okazji jej poznać? Do tego nie mogę jej powiedzieć, że Asuna była moją żoną w grze. No dobra, brzmi to może zbyt formalnie, ale nawet jakbym powiedział, że byliśmy po prostu parą nie wyszłoby to za dobrze. Sugu ma wyczulony zmysł na wszelkiego rodzaju związki. Wolałbym nie wiedzieć co by zrobiła z tym.
- I to jest aż taki wielki powód, żeby odwiedzać ją w szpitalu, braciszku? I do tego o tej godzinie? - dziewczyna zamieszała wolno swoją gorącą herbatę, nadal nie spuszczając ze mnie wzroku. I co tu teraz odpowiedzieć swojej nad wyraz zawziętej siostrze? Nic. Po prostu zabrałem się za jedzenie śniadania. Sugu już miała coś powiedzieć, kiedy zrezygnowana pokręciła głową i wstała od stołu. - Ja wracam do pokoju, odrobić zadanie domowe i zaraz idę na trening kendo. Ty rób co chcesz. - po tych słowach zniknęła na schodach prowadzących do naszych pokoi.
Odetchnąłem z ulgą. Udało mi się jakoś z tego wykręcić.
Dokończyłem zrobione przez Sugu śniadanie, umyłem brudne naczynia i wyszedłem z domu. Był grudzień, dwa tygodnie do Wigilii. Te dzieci, które nie były uzależnione od komputera biegały po dworze i wesoło krzycząc rzucały się ścieżkami ze świeżo napadanego białego puchu. Obserwowałem je z nieukrywaną zazdrością. Gdy ją byłem w ich wieku dowiedziałem się, że tak na prawdę nie jestem synem mojej mamy, a jej siostry. Wtedy nie miałem głowy do takich zabaw...
Gdy byłem już na przystanku, oberwałem jednym z tych śnieżnych pocisków. Niby to nic, lekka, dziecinna zabawa, ale od tak słabego uderzenia zaczęło kręcić mi się w głowie. Szybko złapałem się poręczy przystanku i zacząłem ciężko oddychać. Uśmiechnąłem się pod nosem. Muszę jeszcze przyzwyczaić organizm do najzwyklejszych zdarzeń. Inaczej mogę przedwcześnie kopnąć w kalendarz.
Kątem oka zauważyłem nadjeżdżający pojazd i ostatkami sił zmusiłem się do powrócenia do normalnej pozycji. Nie chciałem wyglądać jak kompletna ofiara. I tak wszyscy otaczają byłych graczy SAO ogromną, wręcz nadopiekunczą opieką... Gdy autobus dojechał na przystanek szybko do niego wsiadłem, próbując nie zwracać na siebie zbytniej uwagi. Na Szczęście udało mi się to osiągnąć bez zbytnich ceregieli. Usiadłem wygodnie na jednym z tylnych siedzeń samochodu i patrzyłem przez okno. Jadąc przez Tokio uświadomiłem sobie jak wiele mnie przez te dwa lata pobytu w SAO ominęło. Jednak nie żałowałem tych lat, bo to dzięki nim poznałem jedną, jedyną osobę najbliższą mojemu sercu - wicedowódcę gildii Rycerzy Krwi, Asunę Yuuki.
¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤
Koniec prologu. Myślę, że jak na razie się spodobało, chodź nic się nie dzieję, ale... Liczę na was. Następny rozdział planuję dodać niebawem. Piszę na telefonie, więc wena jak na razie mnie nie opuszcza i nie będzie problemów z przepisaniem na bloggera.
Ja lecę już spać, bo jest dosyć późno, a was zachęcam do pisania komentarzy!
~(^o^)~ Ananas ~(^o^)~

niedziela, 8 lutego 2015

MARRY-Marta i Harry

                            Rozdział 1 :)

Harry:
  Był okropny deszczowy poranek. Siedziałem na swoim łóżku myśląc o tym, że prawdopodobnie moi przyjaciele są w Hogsmeade i kupują słodycze  w Miodowym Królestwie, albo piją kremowe piwo u Madame Rosmerty. Nie mogłem ich jednak za to winić. Pozostanie w Hogwarcie było moim "wspaniałym" pomysłem. To był mój parszywy wybór więc nie miałem nawet na kogo zrzucić winy! Sam chciałem tu zostać. Nagle ogarnęła mnie taka złość na siebie, że wziąłem pierwszą, lepszą rzecz którą miałem pod ręką i cisnąłem ją byle gdzie. Ta rzeczą był jakiś stary zrolowany kawałek pergaminu. Siła rzutu była na tyle mocna że odbił się on od okna i wpadł do środka stojącej pod nim klatki Świstoświnki. Malutka sówka uznała, że owy przedmiot jest przeznaczony dla niej, po czym zaczęła tarmosić papier w małym dzióbku, drzeć go pazurkami i wesoło przy tym pohukiwać. Nagle przez głowę przemknęła mi myśl... Znając twoje szczęście, to na pewno coś ważnego. Podszedłem więc natychmiast do klatki i zręcznie zabrałem Śwince pergamin. Był trochę poszarpany więc użyłem zaklęcia Reparo. Okazało się, że kartka była czysta. Westchnąłem z ulgą i odłożyłem ją na półkę, na której kłębił się już całkiem spory stos innych niezużytych stron. Postanowiłem oczyścić umysł i przejść się. W końcu Hogwart, zawierał w swoich gmachach więcej ciekawych i co lepsze nieodkrytych miejsc niż jakieś głupie Hogsmeade! Prychnąłem cicho nie wierząc we własną głupotę. Przydałyby się tylko peleryna i mapa... Właśnie! Mapa Huncwotów! Nie miałem jej w rękach od...wieków! Zacząłem przetrzepywać wszystkie swoje rzeczy, sprawiając, że wokół  mojego łóżka zrobił się okropny- jakby to powiedział Ron- syf. Mapy jednak nie znalazłem. Postanowiłem sprawdzić też w komodzie. Ujrzałem tam stos moich pergaminów porozwalanych po całym jej wnętrzu.Westchnąłem, usiadłem na podłodze i wywaliłem na nią całą jej zawartość. Zacząłem po kolei brać każdą kartkę do ręki i przytykając różdżkę do ich powierzchni mówić "Uroczyście przysięgam że knuję coś niedobrego". Potem odkładałem strony na bok tworząc równy stosik. Okazało się, że spośród 32 kawałków pergaminu, Mapą Huncwotów był przedostatni. Okazało się też, że wcale nie miałem jej tak dawno w rękach. Był to bowiem ten sam kawałek pergaminu którym cisnąłem w okno, który wleciał  do klatki Świstoświnki, został przez nią potargany i który naprawiłem zaklęciem Reparo. To chyba naprawdę nie jest  mój szczęśliwy dzień... Chwyciłem w ręce Mapę, narzuciłem na siebie pelerynę i wyszedłem z pokoju. Zszedłem po schodach o mało nie wpadając na jakiegoś roztargnionego pierwszoroczniaka. Gwałtowny skręt z mojej, strony zaowocował bardzo nie przyjemnym potknięciem i krzywym stanięciem.Już miałem za nim krzyknąć żeby chociaż przeprosił ale w porę przypomniałem sobie że mnie nie widać. Pokuśtykałem więc przez pokój wspólny zauważając, że zostali w nim tylko pierwszo i drugoroczniacy- czyli ci, którzy jeszcze nie mogli odwiedzić Hogsmeade- oraz kilkoro starszych uczniów, którzy nie odwiedzili wioski z powodu załamania pogody. Wyminąłem labirynt krzeseł i foteli uważając aby przypadkiem nie zahaczyć peleryną o żadne siedzisko. Minąłem gobelin ze złotym lwem na czerwonym tle, podszedłem do dziury w portrecie i wyszedłem na korytarz. Idąc sprawdzałem na mapie czy na trasie którą obrałem nie ma żadnego z moich przyjaciół. Jedynym towarzyszem jakiego potrzebowałem była samotność. Kroczyłem przez korytarz zmierzając do pokoju życzeń. Nagle zza drzwi komnaty nauczycielskiej usłyszałem własne nazwisko. Z przyzwyczajenia przyłożyłem ucho do chłodnej powierzchni drewna. Uznałem, że jest to środek rozmowy bo nic nie rozumiałem, a osobą która wymówiła moje imię była jak przypuszczałem profesor McGonnagall:
- Mam przeczucie, że niedługo stanie się coś złego.-Powiedziała profesorka. Usłyszałem cichy syczący głos przeciągający sylaby. Snape!
- Obstawiam, że jak we wszystko inne jest w to zamieszany Potter.- Zdawało mi się, że nawet przez gruby mahoń zobaczyłem jego krzywy uśmieszek.
-Potter, Potter! Wszystko on tak?- Podskoczyłem, a McGonnagall ściszyła głos- Jeśli jeszcze raz dasz mi do zrozumienia, że według ciebie któryś z moich wychowanków jest niebezpieczny to potraktuję cię jakimkolwiek, pierwszym lepszym urokiem!- Uśmiechnąłem się sam do siebie. Nagle usłyszałem szybkie kroki w moją stronę i zanim zdążyłem zrobić cokolwiek drzwi otworzyły się a ja dostałem nimi z całej siły w głowę. Zatoczyłem się do tyłu jedną ręką trzymając pelerynę tak żeby nie spadła a drugą błądząc ręką po ścianie i szukając czegoś czego mógłbym się złapać by nie upaść. Podczas uderzenia oczy zaszły mi łzami i wydałem zduszony przez poły peleryny jęk. Profesorka chyba to usłyszała, bo odwróciła się w moją stronę i rozejrzała niepewnie. Nikogo jednak nie zobaczyła więc poszła dalej zapewne sądząc, że to halucynacje wywołane gniewem. W tym momencie ja odnalazłem ręką jakiś świecznik zawieszony na ścianie i uwiesiłem się na nim całym ciężarem. Świecznik poruszył się. Pomyślałem, że się urywa więc z trudem stanąłem na własnych nogach opierając się o ścianę. W pewnym momencie coś przewróciło mi się w żołądku. Winna temu była ściana która obróciła się tak że teraz znajdowałem się po jej drugiej stronie. Ujrzałem ciemny tunel. Postawiłem krok i moja noga natrafiła na spadek, pociągając za sobą całe ciało. Zjechałem na tyłku rurą, boleśnie się obtłukłem, obróciłem się w powietrzu zjechałem z wyskoku i spadłem bezwładnie na ziemię. Straciłem przytomność...
                                                    **********************
Obudził mnie dźwięk spuszczanej wody i to że moje ubranie nagle zrobiło się mokre. Otworzyłem oczy i nic nie zobaczyłem. Podniosłem się do pozycji siedzącej przy okazji wyjmując z kieszeni szaty różdżkę. Odetchnąłem z ulga czując że była w jednym kawałku. Chwyciłem ją mocno i powiedziałem:
-Lumos Maxima!- poczułem zdziwienie gdy światełko zaświeciło mi na brzuch. Przekręciłem ją w dobrą stronę i wstałem. Poświeciłem na podłogę. Była mokra. Domyśliłem się ze to woda z rur, ponieważ poczułem ją dopiero wtedy gdy usłyszałem dźwięk spuszczanej wody. Wziąłem w rękę wilgotna pelerynę i lekko rozmokniętą mapę na które rzuciłem zaklęcie osuszające i poszedłem przed siebie z zamiarem odkrycia tego dokąd prowadzi tunel. Nie był on jakąś fantastyczną atrakcją. Co kilka kroków na ścianach pojawiały się zacieki. Pod nogami przebiegały mi szczury. Ogólnie było tam brudno i strasznie śmierdziało. Nagle zatrzymałem się gwałtownie. Zacząłem się ruszać tak jakbym był marionetką, a jej właściciel nagle zaczął z całej siły ciągnąć za sznurki. Wyglądało to dosyć zabawnie ale mnie nie było do śmiechu. Otóż gdy szedłem powoli oglądając te "piękne" widoki, do nogawki wlazł mi niejaki szczur. Poczułem na ciele dotyk zimnych łapek i ból spowodowany zaciskaniem się na mojej nodze ostrych ząbków. Z bezsilności upadłem na kolana powalony bólem. Podniosłem nogawkę i go zobaczyłem. Był szarawy chociaż sądziłem że jest po prostu brudny, bo gdzieniegdzie na jego sierści prześwitywały białe plamy. Miał czerwone oczy, które patrzyły się na mnie. Jego ząbki były zatopione w mojej i tak już zakrwawionej nodze. Przez chwile miałem w głowie dziwną myśl. Uznałem, że ten szczur podobny jest do Voldemorta. Zacząłem się miotać jak szalony aby strząchnąć z siebie gryzonia. Potem podjąłem decyzję. Rozpędziłem się i uderzyłem z impetem w ścianę. Możliwe, że szczur spadł ale jedno wiem na pewno. ponownie zemdlałem...
                                                    ************************
Obudziłem się znów w całkowitych ciemnościach. Wymacałem różdżkę na podłodze i zapaliłem ją (tym razem trzymałem ją w dobrą stronę). To co zobaczyłem doszczętnie mnie przeraziło. Wokół mnie było mnóstwo szczurów. Wszystkie oprócz TEGO jednego białego były czarne (zupełnie jak śmierciożercy) Zacząłem piszczeć jak dziewczynka cały czas oglądając się za siebie. Sprawiło to, że nie patrząc pod nogi potknąłem się o coś (tak na dobrą sprawę nie wiem o co) i uderzyłem głową w podłogę. Straciłem przytomność po raz trzeci tego dnia...
                                                   ************************
Obudziłem się w tej samej pozycji w której zemdlałem za pierwszym razem. Okazało się, że to co przed chwilą przeżyłem, było czymś w stylu poupadkowej fatamorgany i lekkiego wstrząsu mózgu. Otrząsnąłem się z tej dziwnej sytuacji i wstałem. Wziąłem Mapę Huncwotów i pelerynę po czym ruszyłem przed siebie. Zastanawiałem się czy po straceniu przytomności nie miałem pewnego rodzaju wizji ponieważ wszystko wydawało się być takie jak wtedy. Znowu szedłem tym samym tunelem, który do bólu przypominał ten prowadzący do komnaty tajemnic i znów patrzyłem na pleśniejące zacieki na ścianach. Kiedy jakiś szczur przebiegł mi pod nogami o mało co nie dostałem ataku serca. Po jakiejś godzinie udało mi się odnaleźć wyjście. Był to okrągły, metalowy i zardzewiały właz taki jaki zazwyczaj można znaleźć na ulicy. Jeden z tych które prowadza do  kanałów. Wszedłem na drabinkę i uniosłem go. Był dosyć ciężki ale udało mi się go odchylić przynajmniej trochę. To co zobaczyłem niezmiernie mnie zdziwiło. Byłem w łazience. W łazience Jęczącej Marty.



 Mam nadzieję, że rozdział się podobał. Z góry przepraszam za błędy a zwłaszcza za interpunkcję bo jest ona moją słabą stroną. Liczę na to że moja praca będzie doceniona ponieważ baaaardzo się napracowałam (zwłaszcza nad przepisaniem tego wszystkiego :p). Oryginał znajduje się w moim własnym zeszycie w którym mam już zapisane 4 rozdziały (5 w drodze :D) więc postaram się dodawać regularnie w soboty lub niedziele bo właśnie wtedy przebywam w domu (na co dzień mieszkam w bursie :3). Liczę na pozytywne opinie.
Margaryna ^.^ 

czwartek, 30 października 2014

WITAJCIE!!!

Ten dzień jest niezwykły, ponieważ dzień dzisiejszy jest dniem, w którym rozpoczynamy naszą działalność na naszej własnej stronie (Martynko, ta składnia XD). Zastanawiacie się pewnie dlaczego akurat FOOD TEAM? Jak wiadomo food to po angielsku jedzenie. Wybrałyśmy taką nazwę, ponieważ wszystko zaczęło się gdy zobaczyłyśmy zdrobnienia naszych imion. Znalazły się w nich nazwy produktów spożywczych co uznałyśmy za bardzo zabawne więc powstała taka oto nazwa. Nazwa ta brzmiała właśnie FOOD TEAM :) Jest nas trzy i wszystkie jesteśmy fankami Harry'ego Pottera :P Wszystkie także lubimy pisać opowiadania i historie jak i wszystkie lubimy czasem sobie podjeść. Nie to że jesteśmy grube czy coś... chyba :P Staramy się traktować wszystko z humorem tak, by czytelnikom się podobało :D Zważając na to że prowadzimy bloga we trzy a niektóre fanfiction oraz one-shoty piszemy razem, podzieliłyśmy się na kolory. Każdy fragment napisany danym kolorem jest pisany przez jedną z nas której ten został przydzielony. A oto my, nasze przezwiska i kolory :) 
Margaryna ^.^
Żelek o.O
Ananas ~(^o^)~
To wszystko na dzisiaj i widzimy się w następnych postach, w którym będą już opowiadania ;).