czwartek, 11 czerwca 2015

SAO - Kirito x Asuna - PROLOG

Dzisiaj opowiadania trochę z innej beczki, a mianowicie - Sword Art Online.
*Dla niekumatych - Sword Art Online (SAO) - anime o grze VRMMORPG, w której zostało uwięzionych 10 000 graczy, w tym Kirito i Asuna, czyli nasi główni bohaterowie. Mieli tam walczyć między sobą na śmierć i życie, a wyjść z gry mogli tylko poprzez jej ukończenie - zabicia bossa na 100 piętrze wielkiego zamku Aincrad. Więcej tłumaczyć nie będę, zapraszam do obejrzenia Anime (www.swordartonline.wbijam.pl) ;)*
Osoby, które obejrzały tą zacną serię, na pewno z chęcią zabiorą się do czytania tego opowiadania. Będzie w nim poruszony wątek niemożliwej miłości Kirito oraz Asuny z powodu rodziny głównej bohaterki, dużo cierpień z obu stron, a szczególniej od strony Kirito (jak ja kocham takie rzeczy :3) oraz... odnalezionego, zagubionego twora nieżyjącego już Akihiko Kayaby! Nie zabraknie też również zrównoważonej dawki humoru. Oczywiście opowiadanie pisane będzie z perspektywy Kirita.
A więc, wszem i wobec zapraszam do czytania!
¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤
10 grudnia 2024
Kirito
Tego dnia obudziłem się nadzwyczaj wypoczęty. Byłem pełen energii i to nie bez powodu. Dzisiaj Asuna miała wybudzić się ze śpiączki! Była jedną z niewielu osób, które nie obudziły się od razu po zakończeniu SAO. Ja sam otworzyłem oczy tuż po rozpadzie tamtego świata. Nie byłem w najlepszym stanie, w końcu jak miałbym wyglądać po dwóch latach bezczynnego leżenia w łóżku, żyjąc wyłącznie na kroplówkach? No, ale nie czas teraz rozmyślać o mnie. Jestem już miesiąc po rehabilitacji, więc mogę sam, bez niczyjej pomocy pojechać do mojej ukochanej. Co prawda, na motor jeszcze za wcześnie, ale są jeszcze autobusy. W końcu szpital jest dosyć daleko, a mój organizm nie wytrzymałby tak długiej drogi na piechotę.
Ubrałem się w jedne z lepszych ciuchów (moja rodzina nie należała do najbogatszych, ale czasami mogliśmy sobie pozwolić na coś droższego. Takim przypadkiem był na przykład NerveGear) i zszedłem na dół. Sugu czekała już na mnie ze śniadaniem. Siedziała przy stole w swoim mietowym szlafroku raz na jakiś czas lekko ziewając.
- Cześć Sugu.- powitałem siostrę bardzo podekscytowany. Ta spojrzała na mnie swoim zaspanym wzrokiem i również odpowiedziała.
- Cześć Kazuto. - jedną z rąk zakryła sobie usta przy ziewaniu. - Co ty dzisiaj tak wcześnie? Zwykle spisz do 11.
Spojrzałem na zegarek - 8:30. No tak... dzisiaj chyba naprawdę za wcześnie wstałem... Ale chcę być pierwszą osobą, którą Asuna ujrzy po przebudzeniu!
- No cóż... zawsze musi być ten pierwszy raz. - potargałem prawą ręką swoje czarne włosy i uśmiechnąłem się glupkowato do siostry. Przymrużyla oczy jakby coś podejrzewała, a potem ciężko westchnęła.
- Ehh... Chodzi o tą twoją Asune, Onii-chan? Podobno na dzisiaj ustalili dzień jej pobudki...
Pokiwałem głową.
- Dlaczego tak bardzo chcesz się z nią spotkać? Przecież to gracz z SAO, taki jak każdy inny.
- Była jedną z mojej drużyny. - odpowiedziałem pospiesznie. Po części było to prawdą. W końcu ja i Asuna tworzyliśmy team. Co prawda powiedziałem siostrze, że moją paczką była Silica, Lisbeth, Klein i Agil,  a o Asunie nic nie wspominałem... Ale po co, jeśli i tak nie miała jak na razie okazji jej poznać? Do tego nie mogę jej powiedzieć, że Asuna była moją żoną w grze. No dobra, brzmi to może zbyt formalnie, ale nawet jakbym powiedział, że byliśmy po prostu parą nie wyszłoby to za dobrze. Sugu ma wyczulony zmysł na wszelkiego rodzaju związki. Wolałbym nie wiedzieć co by zrobiła z tym.
- I to jest aż taki wielki powód, żeby odwiedzać ją w szpitalu, braciszku? I do tego o tej godzinie? - dziewczyna zamieszała wolno swoją gorącą herbatę, nadal nie spuszczając ze mnie wzroku. I co tu teraz odpowiedzieć swojej nad wyraz zawziętej siostrze? Nic. Po prostu zabrałem się za jedzenie śniadania. Sugu już miała coś powiedzieć, kiedy zrezygnowana pokręciła głową i wstała od stołu. - Ja wracam do pokoju, odrobić zadanie domowe i zaraz idę na trening kendo. Ty rób co chcesz. - po tych słowach zniknęła na schodach prowadzących do naszych pokoi.
Odetchnąłem z ulgą. Udało mi się jakoś z tego wykręcić.
Dokończyłem zrobione przez Sugu śniadanie, umyłem brudne naczynia i wyszedłem z domu. Był grudzień, dwa tygodnie do Wigilii. Te dzieci, które nie były uzależnione od komputera biegały po dworze i wesoło krzycząc rzucały się ścieżkami ze świeżo napadanego białego puchu. Obserwowałem je z nieukrywaną zazdrością. Gdy ją byłem w ich wieku dowiedziałem się, że tak na prawdę nie jestem synem mojej mamy, a jej siostry. Wtedy nie miałem głowy do takich zabaw...
Gdy byłem już na przystanku, oberwałem jednym z tych śnieżnych pocisków. Niby to nic, lekka, dziecinna zabawa, ale od tak słabego uderzenia zaczęło kręcić mi się w głowie. Szybko złapałem się poręczy przystanku i zacząłem ciężko oddychać. Uśmiechnąłem się pod nosem. Muszę jeszcze przyzwyczaić organizm do najzwyklejszych zdarzeń. Inaczej mogę przedwcześnie kopnąć w kalendarz.
Kątem oka zauważyłem nadjeżdżający pojazd i ostatkami sił zmusiłem się do powrócenia do normalnej pozycji. Nie chciałem wyglądać jak kompletna ofiara. I tak wszyscy otaczają byłych graczy SAO ogromną, wręcz nadopiekunczą opieką... Gdy autobus dojechał na przystanek szybko do niego wsiadłem, próbując nie zwracać na siebie zbytniej uwagi. Na Szczęście udało mi się to osiągnąć bez zbytnich ceregieli. Usiadłem wygodnie na jednym z tylnych siedzeń samochodu i patrzyłem przez okno. Jadąc przez Tokio uświadomiłem sobie jak wiele mnie przez te dwa lata pobytu w SAO ominęło. Jednak nie żałowałem tych lat, bo to dzięki nim poznałem jedną, jedyną osobę najbliższą mojemu sercu - wicedowódcę gildii Rycerzy Krwi, Asunę Yuuki.
¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤
Koniec prologu. Myślę, że jak na razie się spodobało, chodź nic się nie dzieję, ale... Liczę na was. Następny rozdział planuję dodać niebawem. Piszę na telefonie, więc wena jak na razie mnie nie opuszcza i nie będzie problemów z przepisaniem na bloggera.
Ja lecę już spać, bo jest dosyć późno, a was zachęcam do pisania komentarzy!
~(^o^)~ Ananas ~(^o^)~

2 komentarze:

  1. Slooooooooooooooooodkie i przepełnione dramatem. Tak jak lubię ^_^

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję ^.^ kolejny rozdział już w drodze :)

    OdpowiedzUsuń