poniedziałek, 22 czerwca 2015

SAO - Kirito x Asuna - Rozdział I

10 grudnia 2024
Kirito
Dojechałem na miejsce o godz. 10:00. Mimo, że nie jest to godzina szczytu to na drogach były straszne korki. Szybko wysiadłem z pojazdu o mało co nie wpadając w śnieżną zaspę. Otrzepałem ze spodni biały puch, który się do nich przyczepił i ruszyłem w stronę budynku. W szpitalu, w którym przebywała Asuna było zupełnie inaczej niż w moim. Wyglądem bardziej przypominał hotel, warunki o wiele bardziej przewyższały standard innych szpitali. Z otwartymi ustami, nadal rozglądając się po pomieszczeniu podszedłem do recepcji. 
- Emm, przepraszam. Czy przebywa tu może Yuuki? Asuna Yuuki?
Recepcjonistka spojrzała się na mnie z dezaprobatą spod okularów. 
- Imię? 
Co? Nie zrozumiałem o co jej chodzi. Po co niby mówić swoje dane osobowe przed odwiedzinami osoby w szpitalu? 
- Słucham? Ja chciałem tyl...
- Imię...? - Spojrzałem na nią poirytowany, lecz w końcu z cichym westchnięciem odpowiedziałem na pytanie.
- Kirigaya. Kazuto Kirigaya...
- Nie posiadam pana w liście osób mogących odwiedzać pannę Yuuki Asunę. 
Spojrzałem na nią z otwartymi ustami. Jak to, nie posiada mnie na liście osób? I co to w ogóle za lista? Od kiedy w szpitalach jest jakiś rygorystyczny system wpuszczania do pacjentów osób odwiedzających? Ehh... chyba nie miałem wyboru. Musiałem użyć moją tajną broń - "jestem byłym graczem SAO". Posłałem recepcjonistce moje wyuczone błagalne spojrzenie i zacząłem odgrywać moją rolę. 
- Proszę pani, Asuna jest moją przyjaciółką. Poznaliśmy się w jednej z gier, a mianowicie Sword Art Online. - kobieta spojrzała na mnie zdziwiona, na jej twarz zaczęło powoli wkradać się współczucie. Plan zaczynał działać - Ja już wyszedłem ze szpitala, a umówiliśmy się, że od razu po wybudzeniu pójdziemy się odwiedzić. - potargałem swoje włosy dla podkreślenia efektu i mówiłem dalej - Wcześniej nie było sensu, ale podobno dzisiaj Asuna wreszcie się ocknie, a więc przyszedłem. 
Recepcjonistka chwilę się na mnie patrzyła, po czym powiedziała mi, w której sali przebywa teraz Asuna. Podziękowałem i poszedłem po schodach na górę. W połowie drogi zorientowałem się, że był to zły wybór, bo zaczęło mi się kręcić w głowie. Jestem aż takim debilem, żeby nie pojechać windą?! Jednak dalej już nie wejdę, muszę na nią  poczekać. Kiedy dojechałem na 10 piętro i podszedłem do sali 149, zatrzymałem się przed drzwiami. Była do nich przyczepiona tabliczka z napisem:        
            "Yuuki Asuna           Śpiączka            Były gracz Sword Art Online"
Westchnąłem. Dużo osób w tym szpitalu miało na tabliczkach napisane "Były gracz SAO". Widocznie podchodzi to pod rodzaj choroby...Przerywając moje rozmyślania z sali, w której przebywała Asuna wyszedł pewien mężczyzna w okularach. Miał na sobie zadbany czarny garnitur, w ręce trzymał skórzaną, zimową kurtkę, która wyglądała na dosyć drogą. Spojrzał na mnie z góry (był ode mnie wyższy o głowę) i po chwili uśmiechnął się ciepło. Zdziwiłem się jego reakcją, ale nie zdążyłem nic powiedzieć, bo mężczyzna do mnie zagadał. 
- Cześć, jestem Mizato. Ty pewnie jesteś przyjacielem Asuny? - niepewnie pokiwałem głową - To dobrze się składa. Zapewne planowałeś ją odwiedzić, a więc chodźmy tam razem. Chętnie zobaczę ją jeszcze raz.
Spojrzałem na niego podejrzliwym wzrokiem. Czego on chciał od mojej Asuny? Wszedłem za mężczyzną do pomieszczenia i razem z nim usiadłem przy łóżku, na którym leżała Asuna z nadal nałożonym NerveGear'em na głowie. Chciałem złapać ją za rękę, ale w tej samej chwili Mizato delikatnie musnął jej złote włosy. Coś we mnie w środku drgnęło, ale spróbowałem się uspokoić. Ogarnij się Kazuto, to na pewno tylko zwykły, przyjacielski gest, nic nie znaczy. Asuna mówiła, że Cię kocha, ten gostek nie może być jej chłopakiem- Jest piękna, prawda? - sztywno pokiwałem głową - Podkochiwałem się w niej od podstawówki. Co prawda, jestem od niej dwa lata starszy, ale dla mnie nie ma to znaczenia. - zacisnąłem ręce w pięści. Ten cały Mizato powoli zaczynał działać mi na nerwy. - Jej rodzice zawsze mnie lubili, a ja ich. Z Asuną było trochę inaczej. Nie gustowała zbytnio w ludziach takich jak ja. - odetchnąłem z ulgą. Facet nam nie zagrażał - Ja jednak nie przestawalem jej kochać. Kiedy utknęła w tej przeklętej grze zapewniałem jej rodzicom wszelkie potrzebne środki, żeby jak najprędzej do nas wróciła. To dlatego jej ciało nie wygląda tak, jakby leżała przykuta do łóżka przez 2 lata. - Spojrzałem na mężczyznę z podziwem. Ja po wybudzeniu wyglądałem jak 100 nieszczęść. Dziewiętnastolatkowi wręcz świeciły się oczy, gdy o tym mówił. Położył swoją głowę na brzuchu dziewczyny, jedną ręką trzymając jej smukłą dłoń. Coś zaczęło się we mnie gotować. - Teraz będziemy mogli być na zawsze razem. Ustaliłem to już z jej rodzicami. Niedługo zabieram ją do swojego rodzinnego miasta i tam weźmiemy ślub. 
Nie wytrzymałem. Złapałem dziewiętnastolatka za rękę i mocno odciągnąłem go od Asuny, ciężko przy tym dysząc. 
- Nigdzie. Jej. Nie. Zabierzesz. - wycedziłem przez zęby, patrząc się prosto w pełne zdziwienia oczy mężczyzny. Ten jednak szybko się ogarnął, poprawił okulary i spojrzał na mnie poważnym wzrokiem. 
- Uspokój się, Kirigaya. - puściłem jego rękę. Skąd on wiedział jak się nazywam? - To, że w SAO byłeś w związku z Asuną, nie znaczy, że tutaj również ci się poszczęści. - Mizato uśmiechnął się z wyższością. - Mniemam, że nie wiedziałeś, że twoja przyjaciółeczka pochodzi z jednych z bogatszych rodzin w Tokio?
- Co to ma do rzec...? 
- To, mój mały, bezbronny, słaby dzieciaku, że jej rodzice nie pozwolą się zadawać z takim biedakiem jak ty, a co dopiero być parą! 
Mizato wykorzystał całą moją cierpliwość. Nie ma prawa tak mnie obrażać, jeśli z tymi obelgami powiązana jest również Asuna!
- Ty padalcu! - rzuciłem się na okularnika, ale ten odepchnął mnie na ścianę jednym ruchem. Uderzyłem w nią z łoskotem, ciężko łapiąc oddech.
- Myślałeś, że możesz na mnie naskoczyć w twoim obecnym stanie? - na jego twarz wkradł się chytry uśmieszek. Mężczyzna podszedł do mojego leżącego, wątłego ciała i patrzył na mnie z góry. Wyraz jego twarzy przypominał Kuradeel'a.  Zacisnąłem zęby, blokując ogromny ból, który dochodził do mnie z klatki piersiowej. Czułem się identycznie jak wtedy w SAO, w tamtym kanionie. - Nigdy już nawet nie dotkniesz swojej Asuny.
Mężczyzna podniósł mnie za kaptur mojej ocieplanej bluzy i popchnął na stojące w rogu pomieszczenia krzesło. 
- O co ci tak właściwie chodzi?! - wykrzyknąłem resztkami sił. Gdybym był w SAO... zgniótłbym go jak karalucha. Teraz moje ciało nie nadaje się do niczego. Jest wycieńczone i szybko ulatuje z niego wszelka siła. - Przecież masz pewność, że... że poślubisz Asunę, bo JA, ten, który naprawdę ją kocha jest za słaby i biedny... To i tak jest dla mnie wielki cios, więc po co jeszcze TO robisz?
- Ehh... ty głupi dzieciaku... Naprawdę nie rozumiesz? Przecież taki bohater jak ty, choć to słowo zupełnie do ciebie nie pasuje - zacisnąłem zęby - zawsze znajdzie jakieś wyjście na dostanie tego czego chce. 
- Niestety, ale chyba wyczerpałem już cały swój limit szczęścia... - wymamrotałem cicho.
- Och, jakiś ty skromny. - facet podniósł swoimi kościstymi dłońmi mój podbródek tak, że nasze oczy były teraz na tym samym poziomie. Czułem, że robi się niebezpiecznie. Mój instynkt podpowiadał mi, że zaraz stanie się coś złego. Od tego chłopaka, aż tryskało negatywną energią. I to on śmie poślubić Asunę! - Kirito, Kirito... tak cię tam zwali, prawda? Przydomek wielkiego bohatera, chłopca, który zakończył SAO i wyzwolił ponad 6 000 uwięzionych tam graczy... Ale czy słusznie było nazwać cię wybawcą? To co uratowało tamtych ludzi było tylko zlepkiem danych. Przecież w prawdziwym świecie jesteś tylko słabym, niedoświadczonym, pochłoniętym przez gry komputerowe szesnastolatkiem. Bardzo szlachetne, prawda?
Miał racje. Tutaj jestem po prostu zwykłym śmieciem, który nic nie może zrobić, bo jego mięśnie nie słuchają jego poleceń. Nie chciałem jednak dać za wygraną, nie w pobliżu Asuny.
- Mylisz się. - skłamałem - Jeszcze mogę coś zrobić. - ciężko podniosłem się z krzesła. Na twarzy Mizato pojawił się wyraz tryumfu.
- Tak, właśnie o to mi chodziło! - dziewiętnastolatek zaczął powoli się ode mnie odsuwać. Próbował mnie sprowokować, czy jak?! Nie zwracałem jednak na to uwagi i z niekontrolowaną złością w oczach zacząłem powoli i chwiejnie iść w jego stronę. Kiedy byłem na tyle blisko, żeby mógł mnie złapać, chwycił mocno moją bluzę i popchnął mnie na ścianę obok... jakichś przezroczystych drzwi. Wcześniej ich nie zauważyłem. Mój mózg zbyt pochłonięty rozkminianiem skąd one się tu wzięły, nie zauważył jak sam znalazłem się w środku pomieszczenia, do którego były przejściem. 
Przyłożyłem dłonie do sterylnie czystej szyby i z przerażeniem wpisanym na twarzy patrzyłem na zadowolonego z siebie Mizato. 
- Co to ma znaczyć? Skąd ja się tu... po co... - na moje usta cisnęło się jeszcze mnóstwo takich pytań, ale uznałem, że nie ma na nie czasu i lepiej od razu przejść do rzeczy. - Ty...! Aghhrrr! - nie dokończyłem bo po moich plecach przebiegł nieprzyjemny dreszcz, tak cholernie uciążliwie drążący przez wszystkie nerwy, że sztywno osunąłem się na podłogę. 
- Och, Kirigaya... Kocham w tobie jedną, jedyną rzecz... Jesteś taki naiwny. - zacisnąłem ręce nadal patrzac z nienawiścią na stojącego przy łóżku Asuny Mizato. - Domyślasz się co to za pomieszenie? - pokręciłem  przecząco głową - Kiedyś było to po prostu miejsce skąd oglądało się poważnie zarażonych i chorych. Jednak ja, jako, że dostałem taki przywilej, pozwoliłem sobie przerobić je na coś bardziej użytecznego. - słysząc te słowa poczułem jak żołądek zawiązuje mi się w supeł ze strachu. - Mniemam, że kojarzysz naszego kochanego Akihiko Kayabę? - Spojrzał na mnie wymownie. - podczas trwania dwuletniego incydentu SAO miałem szczęście zająć się jego gabinetem. Pewnie zastanawiasz się, dlaczego? Otóż niewiele osób wie, że nasz komputerowy geniusz miał brata. - wytrzeszczyłem szeroko oczy ze zdumienia. Czyżby Mizato był spokrewniony z tym człowiekiem? Tym, który zabił ponad 4 000 ludzi, który naraził Asunę na niebezpieczeństwo? - Szokujące, prawda? A więc w dzień, kiedy logował się po raz ostatni do SAO powierzył mi jedną rzecz - pilnowanie swojego miejsca badań, a co najważniejsze - niezrealizowanych planów. Wystarczyło tylko trochę poszperać w tych jego wszystkich szkicach, plikach komputerowych i udało się. Znalazłem to czego potrzebowałem, a czego ty... będziesz pierwszym świadkiem. 
Mężczyzna odszedł od pomieszczenia, w którym się znajdowałem i obszedł dookoła łóżko Asuny. Poczułem, że coś skręca mi się w żołądku. Jednak dopiero kiedy pogładził jej nieskalaną twarzyczkę swoją brudną łapą nie wytrzymałem i walnąłem całą siłą, na jaką było mnie aktualnie stać w nieskazitelne, niemożliwie mocne szklane drzwi. Zapłaciłem za to prawie od razu. Fala uderzeniowa odrzuciła mnie na drugi koniec malutkiego pokoiku. 
- Aghrr... co to DO CHOLERY JEST?! - krzyknąłem wprost do wykrzywionej w szyderczym uśmiechu twarzy Mizato. 
- Bardzo przydatna rzecz. Dzięki niej mogę się Ciebie pozbyć bez najmniejszych problemów. 
- C-co? Pozbyć? W jakim sensie...?
- W takim... - dziewiętnastolatek pstryknął palcami i wokół mnie zaczęła powoli pojawiać się blada niebieska poświata. 
- Co ty...?
- To jeden z niedokończonych projektów Akihiko. Troszkę go dopracowałem i teraz bez żadnych pozostawionych śladów - przełknąłem głośno ślinę - mogę wysłać cię do wirtualnego świata, gdzie nie będziesz mi przeszkadzał.
Co? Chyba się przesłyszałem... do WIRTUALNEGO ŚWIATA?! Nie nie nie nie nie Nie NIE! Nie zrobi mi znowu czegoś takiego, nie...
- Nie zrobisz tego... - wymamrotałem prawie że łzami w oczach. Tak wygląda bohater? Beczy z byle powodu.? 
- Uwierz, zrobię. Gdybym tego nie zrobił, bezustannie wtrącałbyś się mój związek z Asuną. Ale spokojnie... - dodał widząc ogromną nienawiść w moich oczach. Blado niebieska poświata zaczęła przybierać coraz intensywniejszego koloru. - mogę dać ci gwarancję, że twoje prawdziwe ciało nie zazna żadnego uszczerbku. - i znowu ten uśmiech. Powoli zacząłem tracić jakąkolwiek nadzieję na wydostanie się z obecnej sytuacji.
Mizato jeszcze przez chwilę coś do mnie mówił, ale słowa nie dochodziły do mojego mózgu. Widziałem tylko coraz więcej i więcej niebieskiego światła. Świat zaczął się powoli rozmazywać, traciłem czucie w ciele. Rozejrzałem się dookoła. Moja postać.... ulatywała. To koniec. Już nigdy więcej nie zobaczę Asuny... Sugu...
Ostatnie co zostało zarejestrowane przez moje oczy to tryumfalny wyraz twarzy Mizato i pozostawione przy nim łóżko, na którym leżała moją ukochana. 
Potem nastała ciemność.

¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤


Koniec pierwszego rozdziału ^^. Mam nadzieję, że się podoba  (większość tekstu pisałam jak byłam w szpitalu - nadal jestem). Zachęcam do czytania następnych poczynań Kirito, bo wreszcie zacznie się coś dziać :D

A więc, do zobaczyska i widzimy się w następnym rozdziale ;)
~(^o^)~ Ananas ~(^o^)~

2 komentarze: